Sylwia Andrzejewska

piątek, 25/08/2017

Sylwia Andrzejewska schudła 16 kg

Wszystko zaczyna się w głowie..

Sylwia Andrzejewska ma 40 lat, mieszka w Piechowicach w woj. dolnośląskim z mężem, 11 letnia córką Igą i, jak sama to określa, z psią ferajną, ponieważ zajmuje się hodowlą psów, co od dzieciństwa jest jej pasją. Sylwia schudła 16 kg i została wyprowadzona z diety. Silna nerwica, bóle kręgosłupa, opuchnięte nogi to już u niej przeszłość a to, czego nauczyła się podczas odchudzania, wykorzystała do zmiany stylu życia całej rodziny.

Z wykształcenia jestem ekonomistką, ale etatowa praca w zawodzie bardzo mnie ograniczała zarówno finansowo jak i emocjonalnie. Tak więc, gdy tylko była taka możliwość, postanowiliśmy założyć z mężem własną firmę. Start był bardzo ciężki i to był początek moich problemów. Pojawiła się u mnie nerwica, która z czasem przerodziła się w początki depresji, o czym ja kompletnie nie wiedziałam.

Powoli wyszliśmy na prostą, ale nerwica czekała przyczajona, żeby wrócić ze zdwojoną siłą w momencie, gdy wydawałoby się, że miałam ustabilizowane życie rodzinne i zawodowe. Zaczęły się napady lęku, paniki, klaustrofobie, uderzenia gorąca. Chodziłam od lekarza do lekarza. Wszystkie badania porobiłam i okazało się, że jestem zdrowa. Ograniczałam wyjścia z domu, czułam się fatalnie i tylko wieczorny drink przynosił chwilę ukojenia. Poszłam w końcu do psychiatry i od razu padła diagnoza, że to początek depresji i że bez leków się nie da. Po 3 miesiącach terapii wszystko zaczęło wracać do normy.

Wyszłam z tego i zaczęłam biegać, bo wiedziałam, że aktywność to dla mnie antidotum na nerwicę i stres. Biegałam z koleżanką. Zdarzało się, że zaprowadzałyśmy dzieci do przedszkola i biegałyśmy, dopóki nie trzeba było ich odebrać i tak 5 razy w tygodniu. Trwało to do momentu, gdy, wychodząc z domu, wpadłam w niezabezpieczony wykop i skręciłam sobie bardzo poważnie kolano. Dostałam pół roku zwolnienia z zakazem ćwiczeń. Tak więc przez te pół roku siedziałam przed telewizorem i zajadałam stres: chipsami, lodami, ciastkami i czym tam popadło.

Czerwona lampka zapaliła mi się, gdy na wadze zobaczyłam 74 kg, pomyślałam wtedy – o matko, przecież, gdy rodziłam moją Igę, ważyłam 73 kg. Przeraziłam się, że w końcu dobije do 80 kg i to będzie masakra, bo już przy obecnej wadze czułam się fatalnie. Bolał mnie kręgosłup, miałam opuchnięte nogi, powychodziły mi żylaki, a chirurg upominał cały czas, że moja waga to za duże obciążenie dla chorego kolana. Myślałam, że już nie ma dla mnie ratunku i bałam się, że wrócą objawy silnej nerwicy.

Inspiracja przyszła nieoczekiwanie.. Którejś środy, leżąc na kanapie, oglądałam „Pytanie na śniadanie” i trafiłam na program pana Konrada Gacy, który bardzo przekonywająco do mnie przemówił i jako ekspert i po prostu, jako człowiek. Emanowała od niego pozytywna energia i namacalnie czuło się, że pomaga ludziom z serca. Okazało się, że mam w domu książkę pana Konrada. Zaczęłam czytać, a kropką nad i był jego wykład motywacyjny transmitowany ze studia telewizyjnego w Warszawie. Obejrzałam go i od razu zapisałam się, a z odchudzania w tamtym momencie zrobiłam sobie priorytet; tak się w to wkręciłam, że Konrad Gaca z GACA SYSTEM od tamtego momentu zawitał do naszego domu na wszelkie możliwe sposoby.

Konsultacje odbywałam przez system wideokonferencji, co było bardzo wygodne. Zawsze przygotowywałam się do nich i zawsze czekałam na nie z niecierpliwością. Jadłam i ćwiczyłam wg. zaleceń. Na początku nie było łatwo, bo gdy np. wracaliśmy z wystawy psów i mąż jadł schabowego a ja kurczaczka na parze z pudełka, to byłam wściekła, ale poradziłam sobie z tym i bardzo szybko to, czego nauczyłam się podczas odchudzania, zaczęłam wprowadzać w codzienne życie mojej rodziny.

Teraz w naszej lodówce nie ma rzeczy przetworzonych. Wszystko robię z naturalnych produktów. Córkę uczę odróżniania produktów zdrowych od niezdrowych i wybierania tych, w których jest jak najmniej chemii, a ona jest w takim wieku, że chłonie tą wiedzę. Zaczęła tak jak ja pić wodę mineralną, sama robi sobie naturalne soki, je gorzką czekoladę i suszone owoce zamiast słodyczy. Nadal wieczorami uwielbiamy wspólnie siąść i zjeść kolacje, ale są to lekkie białkowe posiłki. I co mnie cieszy najbardziej, to te zmiany w stylu odżywiania się bardzo szybko poskutkowały sprowadzeniem do minimum alergii u córki i zrzuceniem przez mojego męża 10 kg.

Mąż bardzo mi kibicował, zresztą zawsze super dogadywaliśmy się i wystarczaliśmy sobie za rodzeństwo, rodzinę i przyjaciół, ale teraz jesteśmy zdecydowanie mniej agresywni i praktycznie przestaliśmy się kłócić. Zmiana stylu życia zaowocowała też ograniczeniem wieczornych spotkań ze znajomymi, którzy nie mogli zrozumieć, że to zmiana na stałe i ciągle dopytywali się, kiedy będę normalnie jadła i kiedy wrócimy do zwyczajowego popołudniowego drinkowania.. Ale ja nie chcę już do tego wracać. To, że ograniczyłam alkohol, uważam za taki sam sukces jak to, że schudłam, bo do tej pory wszystkie moje problemy zajadałam, popijając lampką wina i powoli zaczęłam tracić nad tym kontrolę. Mówię o tym i nie wstydzę się tego.

Schudłam z 74 kg do 58 kg i jestem już po wyprowadzeniu z diety. Trochę bałam się wyjść z diety, ale nie było czego, bo mam poczucie, że panuję na wagą i wiem, co zrobić, żeby efekt utrzymać. Dodatkowo zrobiłam też testy na nietolerancję pokarmową i teraz również wiem, czego unikać, aby być zdrową.

Teraz żyję na 100 procent. Nic mnie już nie boli. Robię to, co jest moją pasją i spełniam swoje marzenia nawet takie, które jakiś czas temu w ogóle do głowy by mi nie przyszły.. Jak na przykład te o wzięciu udziału w wyborach miss..