sobota, 24/11/2018

Anna Grabik-Dziuba schudła 46 kg

Chcieć to znaczy móc…

Anna Grabik – Dziuba ma 41 lat i pracuje w banku. Mieszka pod Warszawą z mężem i dwójką nastoletnich dzieci. Inspiracją do zmian w jej życiu było spotkanie po latach z koleżanką, która zapytała ją, co zrobiła tak tylko dla siebie. Nie potrafiła wówczas odpowiedzieć jej na to pytanie, ale zaczęła się zastanawiać… – zrzucenie 46 kilogramów było odpowiedzią na to pytanie!

Zanim trafiłam do Gaca Centrum moja nierówna walka z nadwagą trwała już dziesięć lat. Najwięcej kilogramów przybyło mi po drugiej ciąży i od tamtej pory bezskutecznie starałam się odchudzić. Były popularne diety z Internetu, także odchudzanie u dietetyka. Wszystko z chwilowym efektem. W końcu zaprzestałam diet i tak sobie żyłam dobrych kilka lat. Co jakiś czas przychodziło mi do głowy, że warto byłoby coś w swoim życiu zmienić, bo nie było mi dobrze z tymi kilogramami, ale dom, rodzina i praca powodowały, że tych chwil zastanawiania się nad sobą było niewiele. Czas mijał, a ja nic nie robiłam w tym kierunku, aż do spotkania z moją dobrą, od kilku lat niewidzianą, koleżanką ze studiów. Zawsze o sobie pamiętamy, ale rzadko się widujemy, gdyż mieszkamy bardzo daleko od siebie. Ona od zawsze była szczupłą i aktywną osobą, a wspinaczka górska i zdobywanie coraz wyższych szczytów to jest jej hobby.  

Zaczęła mi opowiadać, co robiła, gdzie była, co zwiedziła w ostatnim czasie. A na koniec zapytała mnie: „No to teraz Ty mi powiedz, co robisz dla siebie, dla swojej przyjemności?”, a ja nie potrafiłam odpowiedzieć jej na to pytanie. Mówię do niej: „No wiesz – dom, dzieci, rodzina – sprzątam, piorę, gotuję, odrabiam lekcje, pracuję dla rodziny…żyję dla niej”. Zaczęłyśmy rozmawiać, o czymś innym, ale to pytanie zostało mi w głowie.

Może powinnam coś sobie kupić, gdzieś pojechać – zastanawiałam się. Moje myśli dalekie były od odchudzania, bo powrót do formy sprzed lat wydawał mi się chyba wtedy nierealny i poza moim zasięgiem, aż do momentu, gdy pojechałam w odwiedziny do koleżanki z pracy, która była na urlopie wychowawczym i dawno się nie widziałyśmy. Kiedy otworzyła mi drzwi, otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. „Wow, świetnie wyglądasz, co się stało?” – zapytałam. Zniknęłaś po prostu, jak to zrobiłaś?” A ona mi powiedziała, że odchudza się u Konrada Gacy.  Dowiedziała się o nim z telewizji i tak trafiła do jego Centrum w Warszawie. Ja nie słyszałam, ale widząc przed sobą namacalny efekt, uwierzyłam w to. Z wielkim zainteresowaniem słuchałam o tej metodzie i jej przemianie, opowiedziała mi, co je i jak ćwiczy.

Wróciłam do domu, mając ciągle w głowie tę myśl – zazdrościłam jej… Na spokojnie jeszcze raz obejrzałam stronę Gaca System i pomyślałam, że to właśnie jest to, co zrobię dla siebie, skoro ona, mając dwoje małych dzieci, dała radę pogodzić dom, rodzinę z odchudzaniem, to ja też dam radę.

To był czas, kiedy coraz bardziej odczuwałam ograniczenia związane z moją wagą, było mi już ciężko. Coraz częściej bolała mnie noga w kolanie, i dokuczał ból w biodrze. Męczyłam się podczas sprzątania i chodzenia po schodach.  

Podjęłam tę decyzję bez wahania i poszłam na spotkanie motywacyjne, po spotkaniu zapisałam się na pierwszą konsultację.

Dietę zaczęłam 1 września 2016 roku. Byłam zdeterminowana i pozytywnie nastawiona. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale powiedziałam sobie -„teraz albo nigdy”. 

Przez całe odchudzanie miałam wsparcie i od rodziny i współpracowników.  Moja determinacja była tak duża, że po pierwszych próbach koleżanki nie śmiały mi już niczego proponować spoza diety, a wręcz kilka osób za moim przykładem trafiło do Gaca Centrum.

Decyzja o odchudzaniu zbiegła się z moją 40-stką.  Miałam poczucie, że im będę starsza, to będzie trudniej. I udało się! Jestem szczupła, a mąż cieszy się starą – nową żoną. Gdy poprzednio odchudzałam się u dietetyka, miałam o wiele więcej pracy szczególnie z gotowaniem i szukaniem produktów do diety, gdyż było ich bardzo dużo i praktycznie każdego dnia coś innego, co też przekładało się na koszt tej diety. Tutaj wszystko było o wiele prostsze, bo oparte na gamie podstawowych produktów, które zazwyczaj w każdym domu są i wystarczyło tylko mięso, warzywa i owoce sukcesywnie dokupować. Poza tym odpowiadało mi to, że menu nie zmieniało się codziennie. To duży atut tej diety, bo trudno byłoby mi znaleźć czas na przygotowania ciągle czegoś nowego.

Do momentu rozpoczęcia odchudzania w Gaca System z aktywnością było u mnie bardzo słabo. Siedzę za biurkiem 8 godzin i 3 godziny dziennie spędzam w samochodzie, bo dojeżdżam do pracy spoza Warszawy. Jednak chcieć to znaczy móc i ćwiczenia 3 razy w tygodniu w Gaca Centrum również dało się jakoś wkomponować w mój bardzo napięty grafik.

Teraz jestem już po wyprowadzeniu z diety. Zdrowo się odżywiam i nieporównywalnie lepiej i lżej mi się teraz żyje i nawet kupowanie ubrań stało się dla mnie przyjemnością. Wcześniej nie lubiłam chodzić na zakupy, bo tylko duże rozmiary na mnie pasowały, przygnębiające było patrzenie na te metki z coraz większym rozmiarem. Jeśli już znalazłam coś na siebie, w czym jako tako wyglądałam, to kupowałam, bo nie często coś się na mnie nadawało. Na początku jak schudłam, to kupowałam wszystko automatycznie, ale szybko się opamiętałam, bo z dnia na dzień zaczynało pasować właściwie wszystko. Bardzo staram się o to, żeby utrzymać wagę, bo nigdy nie chciałabym wrócić do tego, co było. Kiedyś na siłowni wzięłam do rąk obciążenia o wadze 45 kg, mniej więcej tyle ile schudłam, poczułam ten ciężar jeszcze raz i pomyślałam sobie – „Jak te moje kolana i biodra to wytrzymały?”

Po blisko dwóch latach znowu spotkałam się z moją koleżanką, która zadała mi to pytanie, co robię dla siebie?

Celowo nie mówiłam jej wcześniej o mojej przemianie – jej reakcja była bezcenna, a ja byłam z siebie dumna jak paw.

Cieszy mnie również to, że mój nowy styl życia powoli przenosi się na rodzinę. Córka podgląda, co jem i jak przygotowuję posiłki. Zrezygnowaliśmy ze słodzonych napojów na rzecz wody. Jemy więcej warzyw i owoców, staram się przemycać do naszego menu kasze zamiast ziemniaków. Prawie wcale nie smażę, co kiedyś było normą. Większa różnorodność zagościła w naszej kuchni.

Staramy się też  z całą rodziną aktywnie spędzać czas i jak najwięcej wyjeżdżać nie tylko na dłuższe wakacje, ale również na weekendy, a ja teraz szukam jakiejś aktywności, która sprawiałaby mi radość  i przy okazji pomagała utrzymać formę. Może zapiszę się do  szkoły tańca? Jestem szczęśliwa, że w końcu zrobiłam coś dla siebie i mam takie poczucie, że dzięki temu, że schudłam jestem teraz dla rodziny żoną i mamą zdecydowanie więcej niż na 100 procent!