sobota, 4/11/2017

Beata Hoć schudła 66 kg

Beata Hoć przed procesem

 

Na 50 urodziny przebiegłam swoją pierwszą „dziesiątkę” …

Beata Hoć jest nauczycielem muzyki w szkole podstawowej. Mieszka z mężem w Sulechowie koło Zielonej Góry. Jej największą bolączką, która wpędziła ją w depresję i otyłość, było to, że nie może mieć dzieci. Zatraciła przez to poczucie własnej wartości. „Zrzucenie” 66 kg bardzo podniosło jej samoocenę. Teraz czuje się pewniej. Nie chodzi już ze spuszczoną głową. W wieku 50 lat zaczęła biegać i z olbrzymią przyjemnością uczy się swojej kobiecości.

Odkąd pamiętam, ciągle w domu od mojej mamy słyszałam, że jestem za gruba i o wiele za późno zrozumiałam, że ja nie byłam za gruba , tylko po prostu nie byłam tak idealna, jak ona by chciała, bo waga 68 kg przy 170 cm wzrostu, to nie była tragedia… Żeby poprawić swoją samoocenę , chwytałam się różnych, nawet bardzo drastycznych, metod odchudzania. Przeszłam setki diet; były głodówki, wizyty u dietetyków, wysiłek fizyczny do upadłego… Kilogramy jednak zawsze wracały, z nawiązką! A gdy do tego okazało się, że nie mogę mieć dzieci, to wszystko potoczyło się jak po równi pochyłej.

„Po co komu sad, który będzie pięknie kwitł, ale nie będzie miał owoców?” – taka myśl towarzyszyła mi od momentu, gdy mając 40 lat przeszłam operację, która raz na zawsze zażegnała moje marzenie  o byciu mamą. Ta świadomość doprowadziła mnie do depresji, bo jako kobieta czułam się niespełniona, a lata między 40 a 48 rokiem życia, to był mój najgorszy czas…

Nie wiedziałam, ile ważę, ale czułam, że jest ze mną  bardzo źle, bo przestawałam już po prostu chodzić. Nie mogłam usiąść z nogą na nogę, tylko musiałam siedzieć z brzuchem między nogami. Miałam wrażenie, że „tyję do środka”. Czułam, jakby mi wszystko od wewnątrz zacieśniało się, do tego stopnia, że nie mogłam momentami oddychać. To było tak, jakbym oddychała „przez dziurkę”. Przez lata brałam tabletki na nadciśnienie; chodziłam do kardiologów, bo mi serce omal „uszami nie wyskoczyło”, a wszędzie, gdzie nie zaszłam, mówili mi: „schudnij!”. To była normalnie katastrofa. Nie widziałam już sensu życia i robienia czegokolwiek. W końcu trafiłam do psychiatry. Dostałam tabletki na depresję, po których psychicznie poczułam się lepiej, ale nie chciałam być otumaniania do końca życia, nie chciałam, żeby chemia załatwiała coś za mnie…

Przyszedł czerwiec 2015 roku i wtedy na radzie pedagogicznej przeżyłam bardzo duże upokorzenie, gdy usłyszałam, od bliskich zresztą mi osób, słowa: „ale się roztyłaś” i śmiech za plecami… Wtedy postanowiłam, że „ja im pokażę!”.  To była pewnie setna moja próba schudnięcia, ale – jak się później okazało – ostatnia, bo wreszcie skuteczna!

O GACA SYSTEM dowiedziałam się od mojego masażysty, bo odchudzała się tam jego znajoma, która w krótkim czasie zrzuciła 40 kg. Na początku miałam bardzo ograniczoną wiarę w to, że mi też może się udać… Jednak, zainspirowana tym przykładem, zaczęłam zaglądać na stronę internetową GACA SYSTEM – czytać, oglądać metamorfozy… Długo zastanawiałam się i wycofywałam się w ostatniej chwili z podjęcia decyzji… W końcu jednak było mi już tak ciężko, że „z duszą na ramieniu” zadzwoniłam do GACA SYSTEM i zapisałam się.

Okazało się, że ważę aż 133 kg! Nie spodziewałam się, że aż tyle… Pierwszą konsultację odbyłam 8 października 2015 roku. Poddałam się całkowicie wiedzy i doświadczeniu p. Konrada Gacy i robiłam wszystko według jego zaleceń, przekazywanych mi przez opiekującego się mną terapeutę – p. Jacka Borkowskiego (który pod okiem p. Konrada sam wcześniej schudł, i to aż 170 kg!). Po pierwszych 2 tygodniach zobaczyłam na wadze o 9,4 kg mniej i – wtedy naprawdę uwierzyłam, że dam radę!

Cały czas w trakcie odchudzania bardzo wspierał mnie mój kochany mąż Andrzej, który dla podkręcenia motywacji i uświadomienia mi efektów wpadł na doskonały pomysł – żebym każdy zredukowany kilogram wagi zamieniała na kilogram cukru. I tak też zrobiłam. Przez całe odchudzanie zbierałam cukier, a gdy brakowało mi motywacji, to podnosiłam to, co uzbierałam, czyli tyle, ile na dany moment schudłam… To pomagało mi uświadomić sobie, ile już osiągnęłam i że nie mogę się cofnąć! Do teraz mam uzbierane 3 duże torby, w których jest w sumie 66 kg cukru…

Odchudzałam się  przez platformę on-line, więc dla wzmocnienia motywacji  postanowiłam pojechać na Zlot „Gacowiczów” do Kazimierza Dolnego. To było jeszcze w trakcie roku szkolnego i dla mnie ten wyjazd nie był łatwy, bo do Kazimierza mam ok. 600  km… ale było to dla mnie bardzo ważne, żeby poznać ludzi, których znałam tylko z fotografii albo z Internetu, żeby wszystkiego realnie dotknąć, doświadczyć… Wieczór spędzony na Zlocie z „Gacowiczami” był dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym; a gdy tylko zobaczyłam tam pana Konrada – natychmiast pobiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję z podziękowaniami za to, że mnie uratował!

Dla mnie osobiste poznanie Konrada Gacy było spełnieniem marzeń. Ja wiem, że to zwykły człowiek, ale nawet święci byli zwykłymi ludźmi … On na mnie naprawdę zadziałał, zwłaszcza ten jego głos i słowa: „Miejsce, w którym upadłeś jest lepsze do startu, niż zaczynanie wszystkiego od początku…”. On po prostu uratował mi życie!

Odchudzałam się od października 2015 do lutego 2017 i dokładnie w moje 50 urodziny zaczęłam wyprowadzenie z diety, ale tak naprawdę to ja wcale nie czekałam na koniec diety, bo ja teraz tak chcę żyć i z całych sił będę dążyć do tego, żeby trzymać się zasad, które poznałam, bo zrzucając te 66 kg, wyzwoliłam się z ograniczeń i dobrze mi w tej nowej wersji siebie.

Wybrałam GACA SYSTEM  i nie żałuję , bo to był początek mojego nowego życia. Teraz jestem zdrowa, nie biorę żadnych lekarstw, a zrzucenie kilogramów bardzo podniosło moją samoocenę. W końcu poczułam się pewnie. Nie chodzę już jak ten „zbity pies” ciągle ze spuszczoną głową. Przez lata miałam poczucie, że nic mi się już nie należy od życia, a okazało się, że mogę o siebie zawalczyć, zadbać, że mogę być kobieca i dopiero teraz uczę się tej kobiecości.  Teraz chcę korzystać z życia, zwiedzać świat, bo nic mnie już nie ogranicza. Uwielbiam biegać, bo daje mi to poczucie wolności… To fantastyczne uczucie nie dyszeć tylko biec. Moim marzeniem jest przebiec półmaraton i zrobiłam już nawet pierwszy krok, bo na swoje 50 urodziny przebiegłam swoją pierwszą 10-siątkę  …