Agnieszka Nagórska

wtorek, 30/04/2019

Agnieszka Nagórska schudła 46,7 kg

Agnieszka Nagórska przed procesem

Życie po diecie jest cudowne

Wszystko zaczyna się w głowie. Moja otyłość też tak się zaczęła. Jako nastolatka, ważąca 50 kg, ciągle czułam się gruba. Ograniczałam się, nie jadłam słodyczy, unikałam wysokokalorycznych potraw. Wszystko to było jednak chwilowe, a kilogramów powoli przybywało.

Po urodzeniu córeczki zostało mi kilka nadprogramowych kilogramów. Nie było tragedii, ale gdy okazało się, że drugiej ciąży może nie być, tempo przybierania na wadze wzrosło. Postawiono mi diagnozę lekarską – zespół policystycznych jajników i niedoczynność tarczycy. Jedno i drugie schorzenie nie ułatwia gubienia kilogramów, to bowiem przyjaciele nadwagi, świetna wymówka i usprawiedliwianie się. Do tego doszła wielogodzinna praca przy biurku i w ten sposób wyhodowałam sobie niezłą otyłość. Bałam się zobaczyć trzycyfrową liczbę na wadze. Różne diety poszły w ruch, ale na mnie nie działały, mimo że koleżanki na nich chudły. Po niektóre nawet nie sięgałam, gdyż zdrowy rozsądek podpowiadał, że tylko sobie nimi zaszkodzę.

Nazwisko Konrada Gacy słyszałam już kilka lat temu, ale pomyślałam wówczas, że to kolejny „cudotwórca”. Potem jednak miałam okazję obserwować na żywo, jak pięknie chudnie się na tej diecie. Przekonałam się, że posiłki są proste, regularne i różnorodne, a ćwiczenia są łatwe do wykonania i nie nadwyrężają nieprzyzwyczajonego organizmu. Wszystkie elementy GACA SYSTEM mi pasowały, bo zawsze chciałam tak żyć – aktywnie i zdrowo. Niestety, z decyzją o rozpoczęciu procesu odchudzania czekałam kilka miesięcy, bo druga natura człowieka – „wymówka” – wzięła górę. Mówiłam, że nie mam czasu gotować, skoro nawet nie mam kiedy zrobić zakupów. Kiedy ćwiczyć, skoro w pracy jestem po kilkanaście godzin? Poza tym przecież i tak nic na mnie nie działa… Tyle prób i starań, a hormony trzymają kilogramy. Teraz, gdy słyszę takie usprawiedliwianie się innych ludzi, to uśmiecham się, gdyż stosowałam wszystkie te wymówki. Boimy się zmian, bo nie wiemy, co nas czeka i wymaga to od nas wysiłku.

Przyszedł kolejny sylwester i wraz z nim kolejne noworoczne postanowienie, że wreszcie zrobię porządek ze swoim nieregularnym życiem. Nawet nie chodziło o kilogramy, ale o to, że na pierwszym miejscu zawsze byli inni, a o siebie nie miałam kiedy zadbać. Chciałam o siebie zawalczyć. I z tym postanowieniem zastał mnie luty, gdyż nie zrobiłam ani jednego kroku w kierunku poprawy sytuacji.

Wreszcie postanowiłam zapisać się do GACA SYSTEM. W moim mieście nie ma GACA CENTRUM, ale dzięki platformie on-line każdy może odchudzać się w wygodny sposób z domu. Rozmawiałam ze swoją terapeutką co dwa tygodnie, dostawałam kolejne zalecenia dietetyczne i treningowe. Gdy miałam jakieś problemy bądź pytania, to terapeutka zawsze na nie odpowiadała. Trzymała mnie „krótko” i wymagała konsekwencji – za co bardzo jej dziękuję, to fantastyczna dziewczyna. Nie miałam przekonania, czy to na mnie zadziała, ale wierzyłam, że przynajmniej nauczę się systematyczności. Cieszyłam się, że dostałam w menu łososia i szpinak, bo je lubię.

Po pierwszym tygodniu, ku mojemu zdziwieniu, schudłam 4 kilogramy. Powoli docierało do mnie, że ta dieta jest dla mnie. Nie zawsze wszystko mi smakowało, ale tłumaczyłam sobie, że jedzenie jest dla mnie paliwem i potrzeba czasu, żeby się do jakiegoś smaku przekonać. Ważne, żeby dawało mi to siłę i efekty w spadkach wagi.

Jedzenie na diecie było proste i szybkie do przygotowania. Brak soli w jedzeniu też nie stanowił przeszkody, łatwo się do tego przyzwyczaić. Bardziej brakowało mi chleba, gdyż wcześniej codziennie jadłam kanapki. Teraz zastąpiły je różnorodne płatki, otręby, owsianki czy pyszne jajka. Nabrałam wprawy i sprawności w gotowaniu. Zawsze lubiłam „kucharzyć”, ale teraz robię to kilka razy szybciej. Rodzina, wychodząc z domu, dostaje swoje pojemniki z jedzeniem, gdyż pracuję nad zmianą nawyków swoich domowników. Czasem słyszałam komentarze, że jedzenie tego, co mi każą, to jest wariactwo i, że „ja bym tak nie mogła”. Ale właśnie taki reżim daje moc i człowiek nie musi sam kombinować, co dziś ma zjeść. Skoro ma być 100 gram kurczaka, to właśnie tak trzeba zjeść, ma to swoje uzasadnienie i daje efekty. Poza tym dzieje się tak przez określony czas diety, a potem korzystamy ze zdobytej wiedzy i samemu możemy układać pyszne posiłki.

Podczas diety miałam dużo energii, moje samopoczucie było coraz lepsze, kilogramy spadały, a wiara we własne możliwości była silniejsza. Nie żałuję ani jednej chwili poświęconej diecie, ani jednej złotówki wydanej w inwestycję w siebie. Holistyczne podejście w GACA SYSTEM bardzo do mnie trafia, człowiek nie jest zostawiony sam sobie. Obok diety i ćwiczeń ważny jest odpoczynek i automasaż. To takie kilka minut tylko dla siebie i swojej skóry. Dzięki temu skóra, mimo dużego spadku wagi, nie wisi mi do kolan. Często spotykam się z pytaniami na ten temat, a znajomi proszą nawet, bym pokazała im, jak wygląda moja skóra po odchudzaniu. To fantastyczne obserwować zmiany w naszym organizmie, które dokonują się za sprawą tej diety.

W czasie odchudzania nie miałam problemu z utrzymywaniem zaleceń Konrada Gacy. Stosowanie się na 100 procent dawało mi siłę do dalszego działania. Oczywiście, czasem zapachniała mi czekolada albo pogłaskałam paczkę pierników, ale tłumaczyłam sobie, że poza trzydziestoma sekundami przyjemności takie puste kalorie nic mi dobrego nie przyniosą. Zaczynając odchudzanie, nigdy nie pomyślałam, co tak naprawdę będzie sprawiało mi największą trudność. Jestem bardzo wrażliwą osobą, więc bolało mnie ludzkie gadanie: komentowanie składu diety, mówienie, że „ta dieta to wariactwo”, że nie jem normalnie (a przecież nie jadłam kamieni i trawy!), jak i oczywiście komentowanie mojego wyglądu, zwłaszcza na ostatnim etapie odchudzania. To trzeba przetrwać, bo nikt za nas nie będzie decydował o naszym życiu. Ludzie często lubią pogadać, gdyż odwracają w ten sposób uwagę od swoich słabości. Czasami nie wynika to ze złej woli, ale z nierozumienia tematu. Na to trzeba się uodpornić i robić swoje, walczyć o siebie. Lubiłam oglądać filmy motywacyjne Konrada Gacy, zresztą nadal po nie sięgam. Czasem, gdy cel nam się rozmywa, to warto zastosować taką właśnie dawkę pozytywnej energii – czy to z filmiku, czy książki „Obudź w sobie wojownika” Konrada Gacy. Gdy tylko mogłam, to brałam udział w warsztatach motywacyjnych online. Zawsze ciekawiły mnie wypowiedzi ludzi, którzy przeszli proces odchudzania.

Wsparcie bliskich jest ważne w procesie odchudzania, ale tak naprawdę to sami musimy tego chcieć i uświadomić sobie, że mamy w sobie tę moc. Mój mąż schudł przy mnie 18 kg, zmieniając tylko nawyki żywieniowe. Gotowałam dla niego i córki w trakcie diety, sama nawet nie oblizując łyżki. Miałam dużą satysfakcję, że im smakuje i chętnie jedzą. Ale wcale tak różowo nie było, gdyż jak mieli chęć zjeść coś „zakazanego”, to ja stawałam się tym złym policjantem. Teraz, gdy wyszłam z diety, żartujemy sobie, że mnie odchudzanie „samo” się zrobiło, a bardziej walczyliśmy o ich zmiany nawyków.

Bardzo trudno jest wyrwać silnie zakorzenione nawyki, ale mam cichą nadzieję, że wystarczy trochę czasu i cierpliwości i małymi kroczkami się to uda. Dla mnie odchudzanie było wstępem do zdrowego, lekkiego życia. Chciałabym, żeby ta przygoda trwała nie 13 miesięcy, ale całe życie. Zyskałam cudowne samopoczucie, zdrowie i aktywność, witalność. To, że chce się chcieć, warte jest rezygnacji ze swoich uzależnień kulinarnych. Moim lekarstwem na całe zło była czekolada i wszelkie słodkości. Jestem od nich uzależniona. Teraz szukam innych aktywności i przyjemności, które pomagają mi w ciężkich chwilach, a przy tym nie druzgoczą mojego zdrowia i figury.

Często czekamy na idealny moment na rozpoczęcie odchudzania, myślimy, że kolejny poniedziałek jest wręcz wymarzony, by zacząć. Obiecujemy sobie, że po tym szkoleniu to już na pewno, że po urlopie, po świętach itp. Postanowiłam wszystkie te wymówki przekreślić i w pierwszy dzień diety byłam na urodzinowej imprezie ze swoimi pudełkami. W drugi dzień diety były urodziny chrześniaczki, w dodatku na wyjeździe. Przez cały okres diety byłam na wielu imprezach – weselach, chrzcinach, komuniach. Z pudełkami można się zaprzyjaźnić. Zawsze zabieram je ze sobą. Jadłam już w różnych miejscach – na przystanku, w sklepie, w poczekalni u lekarza. Oczywiście w pracy o określonych porach też wyciągam swoje posiłki. Wszystko da się więc zrobić, tylko potrzebna jest determinacja i konsekwencja.

Do ćwiczeń nie trzeba było mnie zachęcać, choć wcale nie byłam sprawna fizycznie. Z każdym treningiem było lepiej. Chodziłam z kijkami, bądź ćwiczyłam w domu na stepperze. Nie miałam wymówki, że siłownia jest daleko, czy że nie mam stroju do ćwiczeń. Postanowiłam skończyć z wymówkami. Gdy padał deszcz, tylko się uśmiechałam, bo wcale mi to nie przeszkadzało. A gdy dopadał mnie leń, to tłumaczyłam sobie, że pierwsze pięć minut jest najtrudniejsze, a potem będą już tylko endorfiny i satysfakcja.

Po 4 miesiącach diety, gdy schudłam 20 kilogramów, zaszłam w ciążę – to był cud po 11 latach nieudanych starań. Pilnowałam regularnych i zdrowych posiłków, bo wiedziałam, że mi to służy i nie chciałam wpaść w szpony starych nawyków. Oczywiście głowa szalała i domagała się pizzy i czekolady, ale przecież to tylko nasza psychika, a dziecku do niczego to nie jest potrzebne. Niestety, organizm odrzucił ciążę i wtedy było mi jeszcze trudniej. Potrzebowałam czekolady na pocieszenie, ale nie chciałam wrócić do starych nawyków i leczyć smutków jedzeniem. Postanowiłam zapisać się na dietę jak najszybciej i to stało się moim kołem ratunkowym. Uratowało mnie przed depresją i pomogło się pozbierać. Często wracam myślami do tego czasu i choć wcale nie jest łatwo o tym mówić, to wydarzenie pokazuje, że mimo traumatycznych przeżyć warto o siebie zadbać i walczyć.

Bardzo mnie cieszy, że kilka osób w moim otoczeniu przekonało się do zdrowego żywienia. Niektóre dołączyły do GACA SYSTEM, inne wprowadzają zdrowe nawyki. Gdy w moim otoczeniu będzie więcej osób, którym zdrowie nie jest obojętne, to nie będę czuła się jak dziwak chrupiący seler naciowy zamiast chipsów. Skończyłam studia o kierunku promocja zdrowia, więc mam kolejną motywację, żeby to zdrowie promować. A najlepiej zacząć właśnie od zmian u siebie.

Dieta dała mi wiarę w swoje możliwości, dzięki niej stałam się innym człowiekiem. Wcześniej bałam się żyć, teraz staram się jak najwięcej z życia korzystać. Gdy znajomi „troszczą się” o mnie, mówiąc, że nic już ze mnie nie zostanie, to odpowiadam – zostanie sama esencja mojej osobowości. Oczywiście ciągle trzeba nad sobą pracować, ale teraz już wiem, że chcieć to znaczy móc. Wiem, jak sobie radzić ze swoimi słabościami i jak wracać na drogę zdrowia. GACA SYSTEM dał mi narzędzia i sposób radzenia sobie w życiu, gdyż mądre jedzenie jest podstawą każdej aktywności. Mam siłę, energię i dobry nastrój – a to wszystko zaczyna się na talerzu.

Kocham swoje kolorowe zakupy, uwielbiam swoje pudełeczka pełne zdrowego jedzenia. Bawię się gotowaniem i chcę tak już zawsze żyć. Życie po diecie jest cudowne, choć cała masa pokus i starych zmór czeka na mnie. Nie jestem wolna od wrodzonego łakomstwa, ale często tłumaczę sobie, że przecież wcale nie chcę wracać do tego, co było. Nie jest to mi potrzebne, bo żadne czekoladki nie zastąpią endorfin po ćwiczeniach i smaku odniesionego sukcesu. Zamierzam ciągle pracować nad formą i pamiętać, że jeśli będę miała wymówki, to nie będę miała wyników.